Czy leci z nami pilot?

Wyobraź sobie taką scenę – lipiec, słońce w zenicie, rozpoczynasz dwa tygodnie wymarzonego urlopu, w planie drinki z palemką, ciepłe morze i …kilka godzin w samolocie. Wsiadasz do samolotu, a tu za sterem, w kokpicie Robert Kubica…

Szybsze bicie serca (w końcu to mistrz), autografy, uścisk dłoni… nagle emocje opadają:

- …moment, ten samolot prowadzi kierowca rajdowy? A gdzie u licha jest pilot?

Nie do pomyślenia, prawda? A w e-learningu się da. Mam wrażenie, że ciągle latamy takimi e-learningowymi awionetkami  prowadzonymi przez kierowców rajdowych, paralotniarzy, mechaników pokładowych. Każdy z nich jest świetnym specjalistą w swojej dziedzinie, ale ciągle mu czegoś brakuje, aby móc poprowadzić e-learningowy odrzutowiec z prawdziwego zdarzenia.

Im dłużej pracuję w tej branży, tym częściej zastanawiam się, ile osób w Polsce ma kompetencje do tego, by tworzyć szkolenia e-learningowe? I co właściwie powinna taka osobą potrafić, aby móc się nazwać dydaktykiem e-learningu, dydaktykiem medialnym, czy specjalistą ds. e-learningu (tych jest ostatnio straszny wysyp).

E-learning jest pojęciem szerokim i w jego ramach jest miejsce dla wielu różnych specjalistów. Mamy  osoby planujące całość procesu szkoleniowego, mamy osoby projektujące poszczególne elementy (np. same multimedialne samouczki), mamy specjalistów od działań edukacyjnych w ramach wirtualnej społeczności, mamy e-mentorów i całą gamę specjalistów stricte technicznych.

W tym wpisie chciałabym się skupić na osobach, które projektują tzw. samouczki, czyli multimedialne kursy, szkolenia. Są to osoby, które na podstawie materiału merytorycznego tworzą interaktywne, multimedialne lekcje. W Polsce funkcja ta zazwyczaj nosi nazwę dydaktyka e-learningu lub dydaktyka medialnego, na Zachodzie zazwyczaj występuje pod nazwą instructional designer lub learning designer.

Od czterech lat piszę scenariusze i wydawało mi się, że im dłużej będę pracować tym mi będzie łatwiej, a tu psikus, im dłużej piszę, tym bardziej wymagająca wydaje mi się ta praca. Oczywiście może to wynikać ze zmieniającego się otoczenia, z pojawiających się nowych narzędzi, czy też stricte indywidualnego perfekcjonizmu, ale myślę, że problem jest szerszy. Te trzy czynniki na pewno mają wpływ, ale chyba zasadniczy problem polega na tym, że dydaktyk e-learningu jest pewnego rodzaju hybrydą – osobą, które musi w sobie łączyć bardzo różne kompetencje. Jest to zawód nowy, więc nie da się nauczyć go na studiach czy kursach, każdy wypracowuje sobie swój warsztat sam.

Chciałabym się z Wami podzielić kilkoma spostrzeżeniami i zachęcić do dyskusji na temat tego, co powinien umieć i wiedzieć dydaktyk e-learningu.

Obszary kompetencyjne

Po tych kilku latach doświadczeń wyróżniłam sobie trzy obszary, w których dydaktyk powinien być kompetentny:

  •  OBSZAR SZKOLENIOWY – czyli kompetencje stricte trenerskie – cała gama kompetencji od badania potrzeb Klienta, po ewaluację procesu szkoleniowego – z głównym naciskiem na projektowanie aktywności w trakcie szkolenia. Szkolenie przecież musi nauczyć.
  • OBSZAR MULTIMEDIALNY – czyli kompetencje projektanta multimediów – zasady interakcji człowiek-komputer, zasady budowania bezpiecznego środowiska interakcyjnego, kolorystyka, estetyka, znajomość zasad odbioru multimediów. Praca ze szkoleniem musi być łatwa i intuicyjna.
  • OBSZAR FILMOWY – czyli kompetencje scenarzysty filmowego – polot, lekkie pióro, fantazja i znajomość zasad budowania bohaterów, fabuł, projektowania kadrów, zapisu kolejnych ekranów. Szkolenie musi być ciekawe, musi wciągać. Próg wyjścia jest niższy niż w szkoleniach tradycyjnych (wystarczy kliknąć „zamknij”), więc musimy w jakiś sposób zdobyć odbiorcę.

Do tego dochodzi ciekawy paradoks tego zawodu – z jednej strony trzeba być kreatywnym, pomysłowym, mieć dobry background kulturowy (puszczanie oczka do użytkownika i nawiązywanie do przeróżnych artefaktów kultury sprawia, że szkolenia są dużo ciekawsze). Z drugiej strony trzeba być bardzo skrupulatnym i dokładnym, aby dokładnie zaprojektować każdy ekran i tak go opisać, aby zarówno grafik, jak i specjalista ds. multimediów dokładnie wiedzieli, co na danym ekranie ma się znaleźć.

Jako, że nie ma chwilowo w Polsce studiów, które przygotowują we wszystkich tych trzech kierunkach, moim zdaniem można zacząć gdziekolwiek, tylko trzeba się rozwijać w pozostałe strony. Bycie wyłącznie trenerem, wyłącznie specem od multimediów, czy wyłącznie scenarzystą nie wystarczy. Jeśli jesteśmy specjalistami tylko w jednej z tych dziedzin to będziemy jak kierowca rajdowy za sterami samolotu – co z tego, że doskonali w swoim fachu, skoro chwilowo nie na swoim miejscu.

Dydaktycy są hybrydami i jest to jeden z trudniejszych zawodów, w którym trzeba łączyć różne kompetencje i ciągle się rozwijać, ciągle obserwować nowe narzędzia techniczne, nowe wyniki badań nad percepcją¸ mózgiem, nad procesem uczenia się, ciągle eksperymentować na sobie.

Kierując się tymi spostrzeżeniami wypracowaliśmy koncepcję trzy-poziomowego podejścia do multimedialnych samouczków, o którym już niedługo na naszym blogu.

A tak jeszcze na koniec mam nadzieję, że coraz więcej osób dostrzeże, jak wymagające jest tworzenie multimediów, które mają uczyć i że w Polsce będzie coraz więcej kompetentnych osób, które będą tworzyć dobre materiały.

A co Wy o tym sądzicie?

1 komentarz do wpisu “Czy leci z nami pilot?”

  1. Bardzo ciekawy wpis.

    Rzeczywiście e-learning w Polsce jest o kilka lat do tyłu za rynkiem szkoleń tradycyjnych. Tu też na początku trenerami byli Ci, którzy postanowili być trenerami … Dopiero kilka lat później (a może nawet kilkanaście) pojawiły się szkoły trenerów. W dużej mierze przyczyniła się do tego unia europejska.

    Być może, że kursy dla dydaktyków e-learningu zaczną być popularne w Polsce wnet … Tego powinniśmy sobie życzyć.

Napisz komentarz

Connect with Facebook