Dydaktyk na imprezie

…czyli dlaczego na każdej imprezie mam na początku przechlapane.

Rozmowa

 - Cześć … (tu pada imię mojego rozmówcy)

- Cześć Beata! Rany, jak ja Cię dawno nie widziałam/widziałem… 
  Co u Ciebie słychać? Co Ty w ogóle robisz?

…zaczyna się. Najpierw miałam coś takiego na studiach, jak powiedziałam, że studiuję Elektroniczne Przetwarzanie Informacji to ludzie patrzyli się na mnie jak na kosmitę, a brat stwierdził, że po studiach to chyba na kasie w markecie kody kreskowe odbijać będę …pip-pip-pip… Nawet kiedyś po WF-ie chcieliśmy dla świętego spokoju zacząć mówić, że my to z zarządzania. A teraz mam jeszcze weselej, bo siedzę w e-learningu. No i każda impreza z ”dawno niewidzianymi” znajomymi lub „nowo poznanymi ” znajomymi zaczyna się podobnie…

 - Robię szkolenia e-learningowe.

 - Żartujesz… (chwila konsternacji, szybki skan groźności rozmówcy i bez względu na ocenę zawsze wylewno-żalowy wybuch emocji), te takie, co ja mam przeklikiwać, i nie chcą się zapisać, a manager…. (Tu pada lista żalów, pretensji, frustracji, niemożności, niezapisywalności, nudności i ogólnego głębokiego bezsensu. Zazwyczaj nie przerywam, daje to lepszy efekt później).

 - Nie, nie takie, (przerwa znacząca, podbijająca punkt kulminacyjny) takie fabularne z fajnymi postaciami… Takie animowane filmiki, które Cię uczą…

 - Aaaaaa…. (tu następuje moment konsternacji mojego interlokutora/interlokutorki i błyskawiczna ocena poziomu popełnionego faux pas) to super, takie ciekawsze robisz, tak? (próba rehabilitacji he, he)

 Później zazwyczaj jeszcze powiem dwa słowa, że metodyka, że multimedia, że fabuła, co zapiera dech w piersiach i już jestem ta fajna, co te animowane filmiki robi. Nie jestem w stanie policzyć, ile razy mi się to zdarzyło, najczęściej gdy mam do czynienia z pracownikami korporacji albo studentami, którym jakiś nowoczesny pracownik naukowy zapakował Moodla do granic możliwości.

Będzie dobrze…

 Szczerze, chciałam, żeby ten tekst był lekki i przyjemny, ale temat jest średnio zabawny. Rozumiem, że e-learning się dopiero rozwija, ale litości… trochę już czasu na naszym rynku jest, a ciągle moje rozmowy na imprezach wyglądają tak samo – zmuszają, wiesza się, jest nudny, dużo tego, nie zapisał się wynik

 Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła zacytować jakąś rozmowę, w której reakcją drugiej strony będzie:
O rany, naprawdę? No powiem Ci, że jak film i nawet nie czujesz, że się uczysz.

 Zatem, w związku z tym, że zaczął się nowy rok, sobie i wszystkim e-learningowcom życzę, by jak najszybciej wszyscy kojarzyli e-learning z radością uczenia się przy pomocy nowych technologii.

Przed nami masa pracy, aby ten dobry e-learning stał się standardem, więc koniec blogowania, wracam do scenariusza…

 

5 komentarzy do wpisu “Dydaktyk na imprezie”

  1. Agnieszka napisał(a):

    To i tak masz szczęście, mnie się ciągle jeszcze trafiają rozmówcy, którzy pytają, co to jest ten e-learning…
    Kolejne pytanie brzmi: aaa, czyli jesteś informatykiem?

    • Beata Tworzewska napisał(a):

      :) No tak, ten typ o którym piszesz też mi się jeszcze trafia :).
      Natomiast tak strasznie często przytrafiają mi się sytuacje opisane we wpisie powyżej, że po prostu musiałam to w końcu opublikować. Do tego fantastycznie można później opowiedzieć tym ludziom, jak powinien wyglądać e-learning – bo niepotrzebnie są zniechęceni.

  2. OBSerwator napisał(a):

    Ale ze na imprezie o pracy? To co to za impreza? Rotfl!

    • Beata Tworzewska napisał(a):

      :) jakoś tak mam, że jak kogoś dawno nie widziałam, albo kogoś poznaje, to w końcu prawie zawsze pada pytanie o pracę :)

  3. zena ostasz napisał(a):

    dobry artykul! pozdrawiam zena

Napisz komentarz

Connect with Facebook